|
Nasze
życie religijne i świadomość tożsamości z Kościołem i Chrystusem niejednokrotnie
pozostawia wiele do życzenia. Coraz częściej zdarza się, że wybiórczo traktujemy naukę
Chrystusa i dostosowujemy ją sobie do życia wg własnego widzimisię. Rezultat tego jest taki, że odchodzimy niezauważenie od Boga a my zaczynamy odczuwać jakąś niezrozumiałą pustkę w sferze duchowej. To, co miało pomagać nam w życiu staje się nieznośnym i denerwującym ciężarem. Nasze
bycie we wspólnocie parafialnej zaczyna ograniczać się coraz częściej do
przynależności do danego kościoła, na danym terytorium, gdzie w
najlepszym razie jesteśmy raz w tygodniu. Pojęcie o posługach
księży zawęża się do widzenia jakby "usług o charakterze religijnym",
które oni świadczą a my gnani doraźną potrzebą realizujemy duchowe
niedomagania czy może raczej "życiowe konieczności" jakby wynikające z tej naszej wiary (a może coraz częściej z tradycji, zwyczaju itp.) i oczywiście z
ciężkim sercem składamy ofiary, żeby to wszystko mogło się jakoś
kręcić. Przyjmujemy pozycję konsumenta, który religijno-duchową
potrzebę idzie, "zakupić" i po sprawie. Czy rzeczywiście na tym ma polegać wiara? Czy
postawa biorcy, konsumenta, który ewentualnie za duchową usługę
zapłaci, to jest to, co otwiera przed nami bramy wieczności z Bogiem?
Albo, czy spełnianie w cierpiętniczej postawie nakazów i zakazów,
przykazań i nauki Kościoła, to droga, jaką nam wytyczył Jezus Chrystus? O
co tak naprawdę chodzi? Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Jaką
więc postawę przyjąć? A może jeszcze raz machnąć ręką i powiedzieć sobie, że nie ma się co przejmować, kręciło się to jakoś do tej pory to i jakoś to będzie...? A może ciągle krytykować i narzekać nic przy tym
nie robiąc?
Niedziela ewangelizacyjna, którą przeżywaliśmy, była próbą wyjścia z duchowego
impasu czy letniości wiary. W swojej treści była zaproszeniem, aby
zaangażować się i obudzić własne życie wiary i swoich najbliższych. Zaproszeniem do wzięcia większej odpowiedzialności za wspólnotę, w
której żyjemy, do osobistego dojrzewania i kształtowania dojrzałych
postaw ludzi młodych. A to wszystko z gorącym sercem, w komunii z
Jezusem i w oddaniu się Bożym natchnieniom przez Ducha Świętego. Ale
żeby tak oddać się Bogu i Mu zaufać, trzeba Go najpierw poznać, i
pokochać, bo nie ma sposobu żeby kochać, nie znając i nie w sposób się
komuś powierzać, nie kochając...Można próbować to czynić o własnych siłach i może się to udać, ale..., ale najczęściej brakuje nam zapału i determinacji, brakuje wytrwałości. To jak pielgrzymka do bardzo odległego miejsca, gdzie wybralibyśmy się w pojedynkę. Zupełnie inaczej jest we wspólnocie i to takiej, którą możemy ogarnąć, w której wszystkich znamy po imieniu. Wędrowanie, choć samo w sobie nie łatwe, we wspólnocie może stać się nawet przyjemne i fascynujące. Nie musimy już liczyć tylko na własne siły i umiejętności... W naszej parafialnej wspólnocie jest wiele małych grup i wspólnot, w których możesz to uczynić - wędrować drogą wiary i lepiej ją rozumieć, znaleźć wsparcie, przyjaźń a nade wszystko naprawdę żyć Bogiem. Wiedz jedno: toczy się w Tobie i obok Ciebie walka o Twoje zbawienie, czy zdajesz sobie z tego sprawę czy nie. Albo jesteś z Jezusem, albo przeciw Niemu i nie chodzi tylko o słowną deklarację, ale codzienne wybory, o jakość chrześcijańskiego życia. To jest rzecz, która rozgrywa się o najwyższą
stawkę i jeśli dobrze teraz wybierzemy, ufając Jezusowi, to wybór ten będzie na wieki, lecz
jeśli się teraz pomylimy, ufając samemu sobie, to będzie to pomyłka również na
wieki... Trzeciej możliwości nie ma!
Serdecznie zapraszam do odpowiedzi na wołanie Jezusa!
"Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze Mną." (Ap 3, 20)
|